czwartek, 24 lipca 2014

(16): I close my eyes and I can see a better day I close my eyes and pray


Z samego rana wyjechaliśmy. Oczywiście po tym jak Justin przygotował nam pożywne śniadanie składające się z musli i owoców. Nie zastanawiałam się nawet czy wzięłam wszystkie potrzebne rzeczy. W końcu nie wyjeżdżam na koniec świata. Droga minęła nam bardzo miło. Kilka razy zatrzymywaliśmy sie na stacjach benzynowych. Po drodze miałam przyjemność śpiewania piosenek lecących w radiu z samą gwiazdą muzyki. Bardzo cieszyłam się gdy po 6 godzinach jazdy wreszcie wjeżdżaliśmy na ulice na której mieszkali moi rodzice. Ciekawiła mnie reakcja mojej siostry gdy zobaczy, że jest ze mną jej idol.
Nieźle się zdziwiłam gdy podjechaliśmy pod dom a na podwórku stali rodzice kłócąc się. Mama rzucała do ojca ubraniami, wykrzykując różne nieprzyzwoite słowa. Zaś moja siostra stała w drzwiach domu i smutno patrzyła się na nich. Brunet nagle zatrzymał auto i patrzył się w szoku raz na mnie raz na sytuację, która miała miejsce obok nas. Nie zauważyli nas, a ja nie wiedziałam co powinnam zrobić. Pod wpływem emocji wysiadłam szybko z samochodu i podbiegłam do domu, słyszałam jak Justin wychodzi z auta chwilkę po mnie.
- Co tutaj się dzieje?- krzyknęłam dość głośno. Miny rodziców w chwili zmieniły swój wyraz. Nie spodziewali sie mnie tutaj, to na pewno. 
- Kimberlly co Ty tutaj robisz?- zapytała mama podchodząc do mnie i przytulając się. Zanim się zorientowałam stała już przy mnie Suzanna i Justin. Dziewczynka nie zauważyła na początku mojego toważysza ale już po chwili stanęła z zaszokowaną miną wachlując twarz, Justin się tylko krótko zaśmiał i podszedł do niej i zaczął rozmawiać. A ja patrzyłam raz na mamę a raz na tatę, który stał dalej w poprzednim miejscu nie ruszając się. 
- Wejdźmy do środka- powiedziała mama czując niezręczność sytuacji, najgorsze było to, że ja nie byłam przygotowana na to, że ona się rozluźni. Bez słowa złapałam Justina pod rękę i skierowaliśmy się do domu. W przedpokoju rozebraliśmy się i udaliśmy się do salonu. Usiedliśmy na kanapie obok siebie, a po niecałej minucie dosiadła się do nas Suz w dalszym ciągu rozanielona obecnością swojej gwiazdy. Rodzicie usiedli naprzeciwko nas.
- Tak w ogóle to jestem Justin i jestem przyjacielem Kim- oznajmił chłopak wstając by podać rękę mojemu ojcu i ucałować dłoń mamy. 
- Szkoda, że nie poinformowaliście nas wcześniej o swoim przybyciu. Przygotowalibyśmy się bardziej- odparł ojciec uśmiechając sie sztucznie. Odezwał się człowiek, który nigdy wcześniej nie informował mnie o swoim przybyciu robiąc niespodzianki. 
-Tak myślę, że przygotowalibyście wtedy dla nas jakieś inne przedstawienie- warknęłam czując, że podnosi mi się ciśnienie krwi. Starali się teraz grać dobre małżeństwo, zapominając o tym, że ubrania ojca są porozrzucane po ogródku. Przecież to nieważne. Poczułam jak Justin kładzie swoją rękę na mojej, jestem pewna, że gdybyśmy byli sami powtarzał by mi już żebym się nie denerwowała i oddychała głęboko. 
- Suzanno proszę idź do pokoju- powiedziała mama, ale dziewczynka wcale nie miała takiego zamiaru dopóki nie zaproponowałam, że pójdzie z nią Justin. Chłopak nie był tym zbytnio zadowolony, myślę iż wolałby zostać i starać się mnie uspokoić no ale nie da się zrobić dwóch rzeczy na raz. 
- Wytłumaczcie mi tą sytuację. Tylko proszę bez żadnych bajek, domyślam się, ze nie chodzi tutaj o żadną błahostkę- zaczynając tę rozmowę nigdy nie pomyślałam, że mogłam się dowiedzieć takiej rzeczy. Mój tata nie jest moim tatą. Mama zdradziła go. Jestem owocem zdrady. Czułam się tak bardzo przytłoczona tymi informacjami, że zapominałam jak się oddycha. Nie wiedziałam już co dzieje się dookoła mnie. Wszystko widziałam jakby przez mgłę mamę, tatę, Justina, Suzannę. Krzyczeli, starali się mnie jakoś sprowadzić na ziemię, ale ja nie chciałam. Wolałam zostać w tym świecie bez problemów. 

Kiedy opamiętałam się leżałam w szpitalu. Przy moim łóżku siedzieli moi bliscy, a ja nie miałam pojęcia co zrobić. Jak zareagować na to, że całe życie żyłam w błędzie. Moja na pozór szczęśliwa rodzina, była grą ukartowaną przez moją rodzicielkę. Byłam na nią tak zła, że nawet nie potrafiłam tego określić słowami. Kiedy obceni w sali zobaczyli, że się obudziłam od razu stanęli na równe nogi. Jakby to miało mi w czymś pomóc. Chwilę później w sali zjawił się lekarz zadając różne głupie pytania. Leżałam na oddziale ginekologicznym, więc jak się domyślam moja rodzina już wie o ciąży. 
- Nie może się już Pani denerwować bo to może zagrozić ciąży- cokolwiek jeśli wcześniej jeszcze nie wiedzieli to teraz już jest to pewne. Spojrzałam na nich chcąc zobaczyć reakcję. Nie wydawali się być zaskoczeni. No cóż, czyli już się domyślili. Jedynie moja siostra skacząc ze szczęścia popiskiwała głośno. Czułam się już o wiele spokojniej, musieli podać mi jakieś leki uspokajające, które spowalniały mój organizm.
-Kim, Kim będę ciocią? Będę ciocią, ale świetnie!- sekundę później znalazła się przy moim łóżku i szybko na niego wskoczyła. Uśmiechnęłam się szeroko chcąc potwierdzić jej pytanie. Rodzice usiedli na sofie naprzeciwko łóżka, a Justin na krześle zaraz obok mnie. 
- Nieźle mnie wystraszyłaś mała- powiedział przytulając mnie do swojej piersi. Moja siostra wyjęła swój telefon i zaczęła nam robić zdjęcia. Mogłam się domyślić, że zacznie się chwalić na różnych portalach społecznościowych kogo zna jej siostra. Więc od razu z Justinem wytłumaczyliśmy jej, że te zdjęcia nie mogą zostać nigdzie opublikowane. Rodzice siedzieli nic nie mówiąc. 
- Justin, mam prośbę weź Suz i idźcie do sklepu kupić mi coś do jedzenia- uśmiechnęłam się miło. Chciałam wyjaśnić sprawę z rodzicami. Nie miałam ochoty na najmniejsze kłótnie. Oczekiwałam spokojnej rozmowy. Już po chwili moja siostra wychodziła z sali, w sumie to została wynoszona bo gwiazdor wziął ją na barana. 
- Więc co teraz zamierzacie? Co się stanie z waszym małżeństwem?- zapytałam patrząc w okno, starając sie opanować przypływające emocję.
- Kim, tak bardzo mi przykro. Nie chciałam do tego dopuścić- mama od razu rzuciła się w moją stronę jakby chciała załagodzić sytuację. Jakby myślała, że to coś zmieni. Serio?
- Kto jest moim ojcem? 
- Moj znajomy ze studiów, jeśli chcesz mogę nas z nim umówić. Porozmawiamy, wyjaśnimy sobie wszystko- spojrzałam na ojca, który nic nie mówił. Jego twarz pokazywała jak bardzo był załamany tym co się wokół nas dzieje.
- Nie, nie potrzebuje tego. Tata był i zawsze będzie moim tatą, bez względu na przeciwności. Wychował mnie, był dla mnie kiedy nie było nikogo innego. Nie obchodzi mnie, że nie jest moim biologicznym ojcem. Nie potrzebuje tego. Okłamywałaś nas przez całe życie a teraz jeszcze masz czelność wyrzucać tatę z jego własnego domu? Masz odwagę robić mu awantury na oczach Suz i sąsiadów? Do cholery kim Ty jesteś? Myślisz, że jesteś najważniejsza? No to muszę Cie załamać nie jest tak. A teraz proszę Cię abyś wyszła i przemyślała cała sprawę. Do widzenia- widziałam łzy w jej oczach. Ale wypadało żeby ktoś pobudził u niej wyrzuty sumienia. Zrobiła tyle złego nie zdając sobie z tego sprawy. Położyłam się wygodnie zanurzając się w myślach. 
Zamykam oczy i widzę lepszy dzień.
Zamykam oczy i modlę się. 



___________________________________________________-
Rozdział po całym miesiącu. Przepraszam. 
Dziękuje za 20 000 wyświetleń <3 

wtorek, 24 czerwca 2014

(15): Don't you worry, cause everything's gonna be alright


- Mamo, jesteśmy!- krzyknął Justin gdy wchodziliśmy do jego domu. Zanim się zorientowaliśmy mała brunetka już nas serdecznie witała. Pattie to miła kobieta, to już nasze kolejne spotkanie i jest na prawdę w porządku. Spędzałyśmy razem czas dość regularnie. A z racji, ze minął już prawie miesiąc od mojego rozstania z Chrisem myślę, że stałyśmy się dobrymi koleżankami. Dostaliśmy od niej zaproszenie na walentynkowy obiad. A kiedy weszliśmy do salonu kilka wzroków padło na nas. Już po chwili chłopak przytulał się z gośćmi a ja grzecznie czekałam aż mnie przedstawi. Poznałam jego tatę, dziadków i rodzeństwo. Z nogą jego dziadka było już wszystko okej, co mnie ucieszyło tak jak i resztę zgromadzonych osób.
- Kimberlly, więc jesteś przyjaciółką mojego syna?- zaczął przyjaźnie Pan Jeremy. Czułam, że przed posiłkiem czeka mnie przesłuchanie. Justin posłał tacie piorunujące spojrzenie a ja zaśmiałam się lekko.
- Tak, przyjaźnimy się z Justinem- uśmiechnęłam się i spojrzałam na bruneta który trzymał na kolanach Jaxona i bawił sie z nim. Wyglądali bardzo słodko.
- Widziałem wasze zdjęcie na okładkach kilku magazynów już jakiś czas temu, od kiedy się znacie?- musiałam się poważnie zastanowić nad tym pytaniem. Bo nawet sama nie zdawałam sobie sprawy ile się znamy. 
- Poznaliśmy się jakoś po Nowym Roku, na pokładzie samolotu, w którym byłam stewardessą- po chwili nasze rozmowy zostały przerwane przez Pattie, która podała jedzenie wszyscy zajęli sie konsumowaniem. Po obiedzie nie zdążyłam nawet odpocząć bo Justin miał dla nas inne plany. Chłopak przeprosił rodzinę i obiecał, że niedługo zobaczymy się ponownie. Ubraliśmy się i szybko opuściliśmy rezydencje Bieberów.

- Myślę, że powinieneś mi powiedzieć gdzie jedziemy- powiedziałam uśmiechając się przesadnie by wciągnąć z informacje z mojego towarzysza. 
- Nie sadzę- odparł puszczając mi oczko, udając złość odwróciłam głowę w strone szyby i nie mówiłam nic. Justinowi jakoś też nie chciało się poruszać żadnego tematu dlatego droga minęła nam w ciszy. Po 30 minutach zaparkowaliśmy obok ekskluzywnej restauracji. Dobrze, że założyłam w miarę elegancką sukienkę. Wyszliśmy bez słowa i udaliśmy się do wejścia. O samych drzwi zostaliśmy miło powitani przez obsługę, która pokazała nam nasz stolik i podała menu. Wszystkie stoliki wokół nas były zajęte przez obściskujące się pary z czego zaczęliśmy się śmiać już na początku. Dobrze rozumiem są walentynki no ale bez przesady, jesteśmy w restauracji a nie w sypialni. Zamówiliśmy kolację, w przeciągu godziny znowu miałam coś zjeść. I jeśli mam być szczera to bardzo mnie to ucieszyło, miałam ogromny apetyt. 
- Czuje się tutaj jak taki samotnik- zaśmiałam się próbując objąć się swoimi rękami. Zrobiłam smutna minę.
- Ej! Chyba ja też tutaj jestem- brunet jaki urażony popatrzył na mnie krzywo, pokazując swoje ręce.
- Tak właśnie to miałam na myśli, ja samotnik i ty- wybuchnęłam głośnym śmiechem na co po chwili dołączył do mnie Justin. Zwróciliśmy na siebie uwagę innych w pomieszczeniu bo po chwili już słyszałam szepty typu: "OMG to Justin Bieber". Skarciłam się w myślach. Znowu widziałam to przestraszone spojrzenie gwiazdora. Nie wzięliśmy ze sobą ochrony a czuje, że by się przydała. Oparłam twarz na rękach i czekałam aż sytuacja sie rozwinie, kelnerzy i ochroniarze starali się opanować kobiety, które nagle zapomniały, ze przyszły tutaj ze swoimi mężczyznami i jedyne czego chciały to zdjęcie Justina. 
-Kimberlly, ubieraj się wychodzimy- tak własnie się skończyła nasza walentynkowa kolacja. A mogło być tak pięknie. 

Moglibyście pomyśleć, że zaczęłam znowu miłe i przyjemne życie.Pomijając oczywiście napalonych fanów. Mylicie się. Codzienne telefony od Chrisa nie ustawały. Nie raz widziałam go również pod moim domem. Myślę, że mogę nazwać go stalkerem. Nigdy nie widziałam go z takiej strony. W sumie to nawet trochę się go bałam. Jego zachowanie nie było normalne na pewno. Justin starał się jakoś wystraszyć, przetłumaczyć aby sobie odpuścił. Ale to na nic. Postanowiliśmy z Justinem zgłosić tą sprawę na policję. Brak dowodów nie doprowadził do żadnej zmiany sytuacji. Wtedy własnie podjęłam decyzję o przeprowadzce. Wcześniej nie pewna swojego wyboru by powrócić do Las Vegas, teraz nie zostało mi nic innego. 
Nawet sam Justin przekonywał mnie do wyjazdu, sądził, że to jedyne stosowne zachowanie. Nasze relację się polepszyły, w sumie tylko na niego mogłam liczyć. Wiem, że jeśli zadzwoniłabym do niego w nocy, że coś jest nie tak on wsiadł by w samochód i przyjechał. Lecz ostatnimi czasy kiedy ataki Chrisa się nasiliły nie muszę go nawet prosić aby został na noc, po prostu to robi. To miłe.
Jesteśmy przyjaciółmi ani on, ani tym bardziej ja nie odważyłam się na coś zmieniającego nasze stosunki. jeśli mam być szczera to bardzo dobrze. Jeśli już ma się coś zmienić to wszystko potrzebuje czasu, nie chce niczego na siłę. Nie mówię oczywiście o jakiś przytulaniach czy coś takiego, bo robimy to dość często.

Moja ciąża rozwija się bardzo dobrze, Justin opiekuje się nami naprawdę stosownie. Poświęca nam każdą wolną chwilę. A z racji, że zrzekł się swoich obowiązków ma dużo czasu. Pilnuje mojego odżywiania się, co czasami jest wkurzające. Ciężko mu przetłumaczyć, że oprócz warzyw, owoców i innych zdrowych rzeczy mogę mieć też ochotę na słodycze. Przez moje zmiany humorów często dochodzi między nami do lekkich sprzeczek. Ale chłopak zawsze odpuszcza, nawet jeśli bardzo chciałabym się z kimś pokłócić to z nim nie mam szans.

Kończąc pakować swoje najpotrzebniejsze rzeczy usiadłam na łóżku i odetchnęłam z ulgą. Moja kondycja zdecydowanie uległa pogorszeniu lekki ruch fizyczny powodował u mnie zmęczenie. Zanim się obejrzałam obok mnie na łożku leżał brunet starający się mnie rozśmieszyć. Kiedy na zegarze wybiła 23 oboje leżeliśmy już w moim łóżku opowiadając sobie nawzajem jakieś głupoty. Beztrosko czułam się w jego towarzystwie, on w moim chyba również. Myślę, że rozumieliśmy się bez słów. Nasze rozmowy zostały przerwane przez kamień, który lekko uderzył okno
- Spodziewasz się jakiegoś gościa Kim?- popatrzył na mnie podejrzliwie brunet w zabawny sposób podnosząc brwi. Zaśmiałam się wstając i starając się zobaczyć cokolwiek niepokojącego, już po chwili obok mnie stanął Justin. Tyle, że on był na tyle odważny, żeby otworzyć okno i krzyczeć różne nieprzyzwoite rzeczy. Czułam, że to sprawka Chrisa ale nie chciałam znowu rozpoczynać tematu o nim. Nie był on przyjemy i nie kończył się niczym zaciekawiającym. Wróciłam na swoje poprzednie miejsce i przykryłam się kocem. 
- Dobrze, że rano już wyjeżdżamy bo to trochę chore. Jeśli byłabym sama w domu nieźle bym panikowała- westchnęłam z ulgą. Tak wyjeżdżamy, Justin jedzie mnie odwieźć. Zostanie może na kilka dni, może zostanie ze mną. Nie rozmawialiśmy o tym, wolałabym, żeby nie wyjeżdżał. Lepiej mi z nim. 
- Nie martw się, wszystko będzie dobrze




wtorek, 27 maja 2014

(14): Sometimes it’s hard to face reality

Przebudziłam się w środku nocy. Czułam czyjeś ręce obejmujące mnie. Wystraszona zobaczyłam Justina leżącego razem ze mną na kanapie w salonie. Nie wiem, która godzina była, nie chciało mi się podnosić. Zaczęłam myśleć o swoim życiu. Zastanawiać się nad tym, że ostatnimi czasy łzy są tym co określa mój stan emocjonalny. Zamiast słów wyrażam swoje uczucia płacząc. Nie ważne jak źle jest, zawsze może być gorzej. I ostatnimi czasy to motto w moim świecie się sprawdza. Każdego dnia dzieje się coś gorszego. Nie wiem czy byłam gotowa na dzisiejszy dzień. Na te przeciwności, które przyniesie. Zanim się zorientowałam moje policzki były mokre i łkałam cicho. Starałam się nie obudzić bruneta śpiącego obok.
- Ej Kim, co się dzieje?- słysząc głos zaspanego chłopaka uspokoiłam się trochę. Gładził lekko moje plecy i czułam na sobie jego wzrok. Zrezygnowana westchnęłam  głośno.
- Przepraszam, że Cię obudziłam. Jestem beznadziejna- odparłam cicho podnosząc się. I po chwili oboje siedzieliśmy wtuleni w siebie. Dlaczego jego tors jest taki idealny do przytulania, sama nie wierzyłam, ze o tym pomyślałam. Skarciłam się w myślach chowając twarz w dłonie. 
- Nic się nie dzieje i nie jesteś beznadziejna. Proszę Cię, nie płacz już. Nienawidzę kiedy płaczesz- ja też nienawidzę płakać ale teraz moje życie będzie wyglądać tak codziennie. Będę matką samotnie wychowującą dziecko. Mimo tego, że nie chciałam tego i nie byłam na to gotowa. Czasami ciężko jest się zmierzyć z rzeczywistością
- Mam takie cholerne humorki, nienawidzę tego. Nie wiem jak Ty ze mną wytrzymujesz- warknęłam wstając z łóżka i kierując się do kuchni. Nie minęła nawet chwila a ja już słyszałam, że ktoś podąża za mną. 
- Szczerze mówiąc to sam nie wiem- powiedział śmiejąc się lekko na co wybuchłam niekontrolowanym śmiechem. Ciąża zrobiła ze mnie bipolarną osobę. Do tego czułam niesamowitą ochotę zjedzenia całej zawartości mojej lodówki. Wyjęłam potrzebne produkty do przygotowania naleśników. Justin widząc co zamierzam robić zaczął się ze mnie jeszcze bardziej śmiać. Była 4:30. A ja robie naleśniki. No cóż byłam głodna. Zmierzyłam go groźnym wzrokiem. A po chwili na mojej twarzy zagościł ogromny uśmiech. Chłopak pomógł mi w przygotowaniu i po kilkunastu minutach zabawy zaczęliśmy jeść. 
- Nigdy nie jadłem śniadania o 5 haha- odwróciłam się i faktycznie zegar wskazywał kilka minut po 5. Na zewnątrz robiło się już jasno. Prychnęłam karcąc się w myślach za pomysł na jedzenie o tej godzinie. 
- Ja też, ale zawsze musi być ten pierwszy raz- puściłam mu oczko i wkładając do ust kolejną porcję.
- Um ubrudziłaś się- odparł łapiąc serwetkę i wycierając mi nos. Patrzyliśmy sobie przez chwilę w oczy co zrobiło się niezręczne. Spuściłam wzrok i zajęłam się kontynuowaniem posiłku. Gdy skończyliśmy chciałam pozmywać ale Justin uparł się, że ja muszę posiedzieć i odpocząć a on sam to zrobi. W niedowierzaniu siedziałam i patrzyłam jak gwiazda muzyki zmywa naczynia w mojej kuchni. Nie spodziewałam się po nim czegoś takiego normalnego. Myślałam, że to typowa gwiazda, a tu proszę.
Kiedy on zmywał zaczęłam mu zadawać pytania o jego sławę. Jak to wyglądało, co robił wtedy w wolnym czasie, pytań było mnóstwo. Zaczął wtedy opowiadać o swojej przeszłości jako najlepszej a za razem najgorszej rzeczy. O tym jak sława pociągnęła go na górę i niedługo po tym zaczęła spychać w dół. Wszystkie plotki psujące jego humor. Niszczące go od środka, kiedy już skończył swoją pracę usiadł obok mnie i dalej rozmawialiśmy. Naprawdę ciekawiło mnie to jak to jest być czyimś idolem, idolem milionów nastolatek. Kilka razy myślałam o tym, ale nigdy nawet w połowie nie myślałam, że to takie trudne. Zawsze postrzegałam to jako przyjemne życie, z milionami albo miliardami dolarów na koncie.
- A Ty no przyznaj się, jesteś, byłaś moją fanką? W tedy jak zobaczyłaś mnie w samolocie wyglądałaś na podekscytowaną- poruszył zabawnie brwiami.
- Hahaha nie, nie jestem ani nie byłam. Znam Twoją muzykę, jest okej. No wiesz, nie codziennie spotyka się gwiazdę światowego formatu w zwykłej linii lotniczej- zaczęłam głupio tłumaczyć moje podekscytowanie. 
- No widzisz, a teraz masz mnie już na co dzień-  Nawet nie wiem kiedy nasza rozmowa zboczyła na inny temat. Justin opowiedział mi, że ma zamiar odwiedzić dzisiaj dom dziecka, spędzić troche czasu z dziećmi, które nie mają nikogo. I ja poprosiłam, żeby zabrał mnie ze sobą, również nie mam pojęcia kiedy. Gdy rozmawiamy nie zastanawiam się nad tym co mówię. Czuję się swobodnie, a potem dopiero przypominam sobie nasze stosunki. Moje problemy. Nieważne, powiedziałam, że pójdę to muszę. Umówiliśmy się na 12, więc miałam jeszcze czas, żeby odpocząć wykąpać się i ubrać. Założyłam białą bokserkę, jeansowe spodenki i różowy sweterek. I na szczęście zdążyłam jeszcze zjeść kilka kanapek przed wyjściem. Myślę, że niedługo jedząc tak dużo będę bardzo gruba.

Równo o 12 usłyszałam klakson, więc wyszłam z domu. Brunet opierał się o swoje auto i uśmiechał się do mnie szeroko. Odwzajemniłam jego uśmiech i weszłam do samochodu. Naprawdę dobrze się tam  bawiliśmy. Cudowne dzieciaki. Wszystkie ubóstwiają Justina. Ma z nimi bardzo dobry kontakt. Widać było, że nie widzieli się po raz pierwszy. To był słodki widok, kiedy małe dziewczynki obejmowały go z każdej strony starając się jakoś ułożyć jego włosy a on bawił się autkami z dwoma chłopcami. Pobawiłam się troszkę, a potem zmęczona opadłam na krzesło znajdujące się przy ścianie bawialni i przyglądałam się brunetowi.  Taki opiekuńczy chłopak to skarb. Chris nigdy nie miał takiego kontaktu z maluchami. Kiedy jego kuzynka prosiła nas o opiekę nad swoim synkiem wychodziło na to, że ja spędzałam cały dzień na zabawie z nim a Chris leżał na kanapie i oglądał telewizje. A potem opowiadał jej jak cudownie spędziliśmy razem czas na wspólnej zabawie.

Kiedy wyszliśmy z budynku na zewnątrz stali ludzie z aparatami, Justin widząc ich lekko się napiął czując to to złapałam go pod rękę i ruszyliśmy przepychając się przez paparazzi. Padały różnego typu pytania, które oboje ignorowaliśmy. Zanim się obejrzałam siedziałam już w samochodzie. 
- Jestem strasznie głodna, co Ty na to żeby jechać do McDonalda?- zaproponowałam mrużąc oczy. Mój brzuch wydawał z siebie już bardzo dziwne dźwięki. Kto by pomyślał, że niedawno jadłam. Ciężko było wyjechać z parkingu bo ludzie nie chcieli się przesunąć i stali dookoła samochodu. Zrobiło mi się żal gwiazdora. On stara się uciec od tego życia, ale nigdy całkowicie mu się nie uda tego zrobić. 
- Haha pewnie jak sobie życzysz- zaśmiał się melodyjnie mój towarzysz. Skręcając w stronę wyznaczonego przez nas celu. Patrzyłam się z jaką precyzją prowadzi samochód.  Kiedy znaleźliśmy się na światłach wzrok chłopaka wylądował na mnie, zaśmiał się przez co stałam się zdezorientowana.
- Mam coś na twarzy? Jestem brudna?- odparłam wyjmując z torebki telefon i przeglądając się w nim.
- Nie, nie. Wszystko okej, wyglądasz dobrze- w tym samym czasie światła zmieniły się na kolor zielony. Słysząc w radiu moją ulubioną piosenkę zaczęłam ją cicho nucić modląc się o szybki posiłek. Widząc upragniony budynek na mojej twarzy pojawił się wielki uśmiech.
- Wychodzimy czy McDrive?- zapytałam podnosząc się na siedzeniu. 
-  McDrive i pojedziemy na plaże jeść, co Ty na to?- Myślę, że to była najlepsza opcja aby uniknąć wcześniejszej sytuacji, wielkich tłumów i zamieszania. Nie chciałam pojawiać się na okładce kolejnej gazety i widzieć teksty typu” Kolejna dziewczyna poleciała na kasę Biebera”.
- Brzmi dobrze- po chwili zamówiliśmy nasze posiłki i nie minęło 5 minut jak jechaliśmy już w kierunku zachodniego wybrzeża. Czekało nas jeszcze 30 min drogi dlatego brunet zaproponował abym już zaczęła jeść. Jego propozycja była mi bardzo na rękę. Zanim dojechaliśmy na plaże ja już nie miałam nic do jedzenia. Jedyne co mi zostało to sok pomarańczowy, chciałam zamówić colę. Ale niestety moje prośby nie zostały spełnione bo  Justin tylko zmierzył mnie groźnym wzrokiem i zamówił mi sok pomarańczowy powtarzając, że muszę się zdrowo odżywiać.
Plaża była naprawdę piękna. Nigdy nie byłam w tym miejscu. Zdjęłam z ramion mój różowy sweterek i usiadłam na nim. Sączyłam powoli sok i podziwiałam piękne widoki. Na szczęście w okolicy nie było prawie nikogo, dlatego odbyło się bez zdjęć, autografów, krzyków, pisków. 
- No chyba będę musiał się z Tobą podzielić Ty głodomorze- odparł przyjaźnie Justin siadając obok mnie i kładąc swoją torbę przed nami.
- Nie, ja dziękuje nie jestem już głodna- uśmiechnęłam się do niego, ale chyba mi nie uwierzył bo zaczął mnie karmić frytkami i nuggetsami. Czas na plaży minął nam bardzo miło. Śmialiśmy się, rozmawialiśmy, chlapaliśmy się wodą. Cały dzień spędziłam zadziwiająco przyjemnie. Zero zmartwień, smutków. Około 21 wchodziłam do domu, przypominając sobie całą codzienną monotonię, problemy. Widząc w przedpokoju walizkę przypomniałam sobie moje zamiary co do wyjazdu do Las Vegas. Było mi głupio, że tak zupełnie o tym zapomniałam. Przez towarzystwo Justina nie miałam okazji myśleć o niczym.  Dawno nie spędziłam tak cholernie idealnego i miłego dnia. Przełamałam passę złych dni.

______________________________________________________
Przepraszam za opóźnienia. Utknęłam w połowie rozdziału i nie miałam pojęcia co dalej pisać. Wydaje mi się to być nudne ale nie chce żebyście musiały dłużej czekać.

DZIĘKUJE ZA KOMENTARZE I WYŚWIETLENIA <3 
proszę o więcej 
:)
CZYTASZ=KOMENTUJESZ

wtorek, 6 maja 2014

(13): Maybe you could change me

Czując ogromny ból w skroni, starałam się otworzyć oczy ale nie miałam na to siły. Zbierając w sobie wszystkie moce uchyliłam ciężkie powieki, rozglądając się po całym pomieszczeniu. Od razu rzuciła mi się w oczy osoba siedząca przy mnie na krześle. Krótkie włosy mężczyzny opadały w nieładzie na białą pościel. Na początku wystraszyłam się bo nie wiedziałam kto to ale jak poruszyłam swoim ciałem, mój towarzysz od razu podniósł się. Gwiazda we własnej osobie. Miał zmartwioną minę ale nie mówił nic, patrzył na mnie ze współczuciem. Na zewnątrz było już ciemno. Nie wiem ile byłam w tym dziwnym stanie.  Zauważyłam różnego rodzaju urządzenia monitorujące moje życie. Zdezorientowana już miałam otwierać usta a na salę wszedł lekarz, wyglądał na dość młodego. No i muszę przyznać, że był przystojny. Zadał mi pytania na temat tego jak się czuje. Powiedział mi, że to właśnie Justin przywiózł mnie tutaj po kolejnym omdleniu. Już po chwili byłam wieziona na wózku na jakieś badania. 

Nie trwało to długo. Po kilkunastu minutach znowu siedziałam w pokoju z Justinem, czekając na lekarza z wynikami.  Żadne z nas nie odezwało się do siebie. Nie potrafiłam odnaleźć odpowiednich słów i miałam takie samo wrażenie co do niego. Myśląc o tym wszystkim postanowiłam wreszcie odważyć się zrobić pierwszy krok
- Dzięki, że mnie tutaj przywiozłeś i zostałeś- uśmiechnęłam się do niego delikatnie a on podniósł wreszcie swój wzrok i spojrzał na mnie. Odetchnął położył dłonie na łóżku i zaczął swój monolog. 
- Przepraszam, że przeze mnie się musiałaś stresować. Przepraszam, nie wiem jak mogłem być tak podły strasznie mi za siebie wstyd. Nie potrafiłem tego kontrolować. Pójdę do psychologa będę się leczyć tylko proszę wybacz mi. Nie chce żebyś wyjeżdżała- wyszeptał prawie, że na jednym wdechu. W jego oczach widziałam zbierające się łzy, które mogły wypłynąć w każdym momencie. Nie zdążyłam zareagować na jego słowa, a przystojny lekarz z dwoma pielęgniarkami był z nami. W rękach trzymał plik kartek. Kobiety zalotnymi uśmieszkami starały się zwrócić na siebie uwagę Justina. Na nic, chłopak znowu patrzył albo w podłogę, albo na swoje ręce. 
- Wiemy już co Pani dolega. Jeśli chodzi o ciąże ma Pani cukrzyce, dlatego te omdlenia. Aż 5% kobiet w ciąży jest na to narażone- nie wiem czy to było wszystko co powiedział. Ja słysząc pierwsze zdanie załamałam się. Moje myśli mnie przytłoczyły. Jestem w ciąży, ale jak. Przecież to nie jest możliwe. Z Chrisem zawsze się zabezpieczaliśmy. Przecież ja nie mogłam być w ciąży teraz jak się rozstaliśmy. Co będzie z dzieckiem, ja nie jestem gotowa. Nie chce go. Jeszcze do tego cukrzyca…

Płakałam, nie wiem ile to trwało. Widziałam tylko jak za oknem robi się jasno. Siedziałam wtulona w ramię szatyna, który starał się mnie jakoś nieudolnie uspokoić. Skąd w moim organizmie wzięło się aż tyle łez. Na wczoraj, dzisiaj. Powoli płacz zaczyna być moją codziennością. Cóż jeśli życie nie ma sensu. Nie łatwo jest stracić swoje dotychczasowe życie i zaczynać je od początku. Od zupełnie innej podstawy. Z innymi ludźmi. 
-Wszystko będzie dobrze, poradzimy sobie jakoś. Damy sobie ze wszystkim radę- najgorsze było to, że miał rację. Wiedziałam, że dam sobie radę. Bo muszę. Nie mam innego wyjścia, zawsze sobie radzę. Musiałam sobie z tym poradzić, nawet jeśli bym nie chciała. Kiedy powiem rodzicom oni postarają się zrobić wszystko żeby było dobrze. Wiedziałam, że mogę na nich liczyć, ale nie chciałam ich załamywać. Nie chciałam mieć dziecka, które nie będzie miało ojca. Nie chciałam mieć życia bez przyszłości. A niestety w takie życie powoli wchodziłam.

Całą noc przesiedzieliśmy na szpitalnym łóżku. Nie rozmawialiśmy. Był przy mnie jako jedyny. No w sumie nikt nie wie o tym, że byłam w szpitalu. Ale nikt do mnie nie dzwonił, mój telefon leżał na szafce obok łóżka. Ani razu nie zawibrował, nie zadzwonił. Więc powinnam mu dziękować, że nie jestem sama. Nie wiem czy poradziłabym sobie z tymi myślami, które tworzą się w mojej głowie. 

Starałam się nie myśleć o nim jako o człowieku, który zniszczył moją karierę i oskarżał mnie o coś czego nie zrobiłam. Wiedziałam, że nigdy nie zapomnę o tym co zrobił. Ale nie chciałam siedzieć w szpitalu sama. Wiem, to egoistyczne z mojej strony. Spokojnie, niedługo wyjadę do Las Vegas, nie będziemy mieli okazji się już spotykać.

Rano pielęgniarka oznajmiła, że niedługo otrzymam mój wypis i będę mogła wrócić do domu. Podała mi środki uspokajające.  Dlatego też jak poczułam się lepiej wstałam z łóżka i przebrałam się ze szpitalnej pidżamy we wczorajsze ubrania. Justin zamówił taksówkę i czekaliśmy na lekarza. Zjawił się jakoś przed 12. Podał mi wytyczne, których muszę się trzymać, umówił na kolejną wizytę. I kazał Justinowi jako tatusiowi się mną opiekować. Zaśmiałam się ironicznie i czekałam na zaprzeczenie chłopaka ale nie nastąpiło. 

Godzinę później leżałam już w salonie na kanapie a brunet ciągle przynosił mi coś do jedzenia, picia i kazał leżeć. Poważnie przejął się moim zdrowiem. 
- Już nic nie chcę, naprawdę. Ty też coś zjedz i jedz do domu widzę, że jesteś zmęczony- odparłam popijając sok pomarańczowy. Nie czułam się najlepiej i dopiero teraz odczuwałam objawy ciąży. 
- Nie jestem zmęczony- odpowiedział wkładając do buzi całą kanapkę. Jakim cudem ona się tam cała zmieściła. Prychnęłam cicho, zdając sobie sprawę jaki dzieciak tkwi w tym ciele okrytym tatuażami. 
- Dziękuje, że siedziałeś ze mną w szpitalu. Ale teraz już jest okej, prześpię się, spakuje i jutro wyjeżdżam- złapałam pilota i włączyłam telewizor. Zaczęłam powoli skakać po kanałach aż trafiłam na piosenkę gwiazdora. Ten wielki piosenkarz siedzi właśnie w moim salonie. 
- Myślałem, że nie wyjedziesz- dźwięki piosenki” Never let you go” roznosiły się po całym pomieszczeniu. A ja nie potrafiłam się skupić.
- Teraz kiedy dowiedziałam się o ciąży mam kolejny powód do wyjazdu. Nie poradzę sobie tutaj sama, a nie chce mówić o wszystkim Chrisowi. Nie chce go znać, nie chce żeby był ojcem mojego dziecka. 
- Kim ja Ci pomogę, naprawdę możesz na mnie liczyć. Zrobię wszystko co tylko będę w stanie. Zrobiłem dużo złego, wiem. Ale to się już nigdy nie powtórzy. Obiecuje. Wybacz mi, nie chce Cię stracić jako kolejnej osoby w moim życiu. Może Ty pomożesz mi się zmienić- przybliżył się i złapał moje dłonie w swoje. Powinnam się odsunąć. Nie miałam na to siły. Nie chciałam uciekać. 
- Zbyt dużo się wydarzyło, nie wiem czy kiedykolwiek będę w stanie o tym zapomnieć. Jestem Ci wdzięczna za każdą pomoc ale nie wiem czy jej chce. Przepraszam- wyszeptałam chowając twarz w jego torsie. Nie kontrolowałam tego gdy z moich łez znowu zaczęły wypływać łzy. Ułożyliśmy się wygodnie, brązowooki cicho śpiewał  mi do ucha swoją piosenkę. Nie jestem pewna czy się skończyła a ja już byłam w Krainie Morfeusza. Muszę zdecydowanie odpocząć. 

_________________________________________________________

Długo nie było rozdziału. Miał być kiedy będzie 15 komentarzy pod ostatnim. Nie było tylu. Nieważne... 

Piszę to opowiadanie sama, wcześniej było mi dużo łatwiej, ponieważ druga autorka pomagała mi odszukać ciekawe wątki i uzupełniałyśmy się. No ale cóż. Będę musiała sobie jakoś dać radę.

Nie będę już pisać ile ma być komentarzy na kolejny rozdział. Ale chciałabym, żeby każdy kto czyta napisał przynajmniej jedno słowo. Fajnie wiedzieć, że pisze się to dla kogoś :):)

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

(12): I can not be broken

Wykonałam telefon do rodziców, żeby poinformować ich o zmianie planów. Nie miałam najmniejszej ochoty tłumaczyć się z zaszłych wydarzeń, dlatego wymyśliłam pierwszą lepszą wymówkę. Jestem pewna, że mama nie uwierzyła w moją bajeczkę o zatruciu pokarmowym. Ona potrafi wyczuć każdą sytuację, która dzieje się w moim życiu. Ale nie zadawała pytań, przystała na moją wersję. To jest właśnie to za czym tęsknię najbardziej w Los Angeles. 
Znajdując najbliższy przydrożny motel wjechałam na parking i ciągnąc za sobą walizkę weszłam do środka. Kiedy już się zameldowałam ruszyłam w stronę pokoju. Nie marzyłam o niczym innym jak gorąca kąpiel. Po godzinnym staniu na poboczu i wylewaniu z siebie litrów łez, nie chciałam nawet myśleć jak wyglądam.  Na szczęście czuje się już lepiej. Nie płacze. Chyba już nie mam odpowiedniej ilości łez. 
Mój telefon nie dawał za wygraną. Justin na zmianę  z Chrisem dzwonili do mnie i wysłali smsy. A ja nie chciałam rozmawiać z żadnym z nich. Oboje starali się mnie złamać. I muszę przyznać, że w jakimś stopniu ich zadanie się udało. Nie czuje się najlepiej z tym wszystkim zdecydowanie zbyt szybko przywiązuje się do ludzi. Muszę postarać się to zmienić. NIE MOGĘ SIĘ ZAŁAMAĆ.
W wannie przemyślałam całą sytuację i odprężyłam się. Zrozumiałam, że mogę liczyć tylko na siebie i swoją rodzinę. Podjęłam decyzję. Wracam do Las Vegas. To tam powinnam żyć. Gdyby nie to LA nie wydarzyło by się tyle złych rzeczy. Wyszłam z łazienki szczelnie okryta szlafrokiem. Oczy już same mi się zamykały. Byłam tak zmęczona, że nie widziałam już zbyt wyraźnie. Sen był tym czego potrzebowałam.  Jednak moje plany zostały przerwane przez dzwoniący telefon. Zrezygnowana złapałam go i opadając na łóżko odebrałam. 
-Kimberlly gdzie Ty jesteś do cholery? Dlaczego Cie nie ma w domu? – słysząc głos mojego wroga napięłam się lekko i westchnęłam głośno. 
-Justin to nie jest ważne. Nie ma mnie w LA- odpowiedziałam spokojnie bawiąc się mokrymi włosami. 
-Gdzie jesteś i co się dzieje? Możesz mi odpowiedzieć?- wydawało się jakby był przejęty, ale czym? Że nie siedzę w więzieniu? Ciężko zrozumieć co ma na myśli pan bipolarny.
-Nic się nie dzieje i jestem w motelu. Masz jakiś problem z tym? Chcesz powiadomić o tym policję czy sąd? – wywróciłam oczami jakby myśląc, że to zobaczy. Nie potrafiłam być dla niego miła. 
-Kim chcę po prostu pogadać i nie daje mi spokoju Twój ostatni telefon. Wiem, że coś jest nie tak.  Spotkajmy się. Nie odpuszczę dopóki się ze mną nie spotkasz. 
- Dobra, jutro, no w sumie to już dziś będę w domu. Możemy się spotkać. Dobranoc. 
Rozłączyłam się, zamknęłam oczy. Od razu zasnęłam. Nie miałam koszmarów. Dawno nie spałam już tak spokojnie Obudziłam się koło 10 i od razu zaczęłam się zbierać do powrotu. Pozbierałam swoje rzeczy, ubrałam się i skierowałam się do recepcji by opłacić należność. W małej kawiarni zjadłam jeszcze kanapkę i wypiłam kawę. O 11 siedziałam już w samochodzie kierując się w drogę powrotną. Miałam szczerą nadzieje, że nie spotkam Chrisa. Nie chciałam go widzieć. Chciałam się po prostu spakować i wyjechać. Nie wiem na jak długo. Nie wiem co tam będę robić. Wiem, że chce być blisko ludzi na których mi zależy i którzy są dla mnie zawsze pomocni. Mam już dość tych fałszywych twarzy otaczających mnie z każdej strony. 
Postanowiłam nie robić sobie ani jednego postoju. Im szybciej będę w domu tym szybciej stamtąd wyjadę. A tylko na to czekałam. 
Po 6 godzinach jazdy nareszcie wjechałam na podjazd. Korki jeszcze bardziej wydłużyły moja podróż. Zdziwiłam się gdy wychodząc z samochodu zauważyłam na schodach siedzącego Justina. Nie wyglądał najlepiej. Chociaż z moimi spuchniętymi oczami nie wiem czy mogę oceniać wygląd kogoś innego. Nie było jego auta, wiec albo go ktoś podwiózł albo przyszedł na nogach. Podeszłam do bagażnika wyciągnęłam z niego walizkę i ruszyłam do domu. 
-Cześć Justin- powiedziałam mijając go na schodach i otwierając drzwi. Weszłam do środka zostawiając bagaż w przedpokoju. Mój gość kierował się za mną. 
- Wiec słucham, o czym chcesz rozmawiać?- odparłam siadając na sofie w salonie. Justin nie zdążył nawet zająć miejsca kolo mnie a zadzwonił dzwonek do drzwi. 
Posłałam mu przepraszające spojrzenie i prawie wywracając sie na postawionej w przedpokoju walizce otworzyłam. Widząc Chrisa na mojej twarzy zagościł wielki grymas. I wałczyłam z wewnętrzna ochota rozpłakania się. W sekundę obok mnie znalazł sie Justin. Chris zadawał masę pytań, a ja czując sie wszystkim przytłoczona osunęłam sie na podłogę. Nie wiem ile trwała moja nieobecność ale przebudziłam sie na kanapie w salonie widząc naprzeciwko siebie Justina i Chrisa zapatrzonego w ekran telefonu. Pewnie pisze z Kate, rozrywało mnie od środka. Siedział tutaj jakby nigdy nic. Podniosłam sie szybko i gwałtownie czując pulsujący ból w skroni. Mężczyźni rzucili sie w tym samym momencie w moja stronę. Nieźle panikowali. A ja nie odezwałam sie ani słowem. Byłam zbyt słaba ale przypominając sobie co sie wydarzyło, co zrobił mój były chłopak znalazłam w sobie motywację, która pozwoliła mi wstać i wygarnąć mu za wszystko. 
- Chris, nie chce Cie już tutaj nigdy więcej widzieć. Wiem o Kate, wiem wszystko. To koniec, nienawidzę Cie. Nie mam ochoty na głupie rozmowy, wyjdź stąd- próbowałam opanować oddech, ale jak na złość jeszcze łzy zaczęły napływać do moich oczu. Usiadłam przytulając sie do swoich kolan. 
Czy przyjął to spokojnie? Oczywiście, że nie. Tłumaczył sie, chciał mi opowiadać o tym co miało miejsce. No i ciągle powtarzał ze mnie kocha. Nie zareagowałam na nic.
Patrzyłam się tępo w podłogę. Na szczęście Justin wywalił go za drzwi. Cieszę sie, ze nie musiałam słuchać większej ilości kłamstw. Gdy gwiazdor wrócił powrotem słyszeliśmy jeszcze głośne dobijanie się do drzwi co szczerze mówiąc wystraszyłoby mnie gdybym była tutaj sama. Chłopak siedzący obok mnie chciał mnie zabrać do lekarza. 
- Dobrze się czuje, wszystko jest okej. To było tylko jednorazowe omdlenie. Dziękuje za pomoc- uśmiechnęłam się do niego sztucznie. Nie jestem w stanie zapomnieć tego, że wylądowałam przez niego w sądzie. Przez jego ból po odrzuceniu. 
-Kim no to ja wezwę doktora tutaj. Trzeba sprawdzić przyczyny omdlenia- popatrzył na mnie troskliwym wzrokiem, a ja ciągle myślałam o tym ile wydarzyło się w przeciągu tych 24h. 
-Przyczyną omdlenia był stres. Nie mam czasu na to. Jeszcze dziś wyjeżdżam- wyglądało na to jakbym zbiła go z tropu. 
-Co? Dlaczego?- wyglądał jakby był w szoku. A ja miałam ochotę wstać i wykrzyczeć mu prosto w twarz, że to jest to czego on od początku chciał. Ale chyba zbyt dużo złości już dziś z siebie wypuściłam.
-No wyjeżdżam, wyprowadzam się z LA. Zabawne jak w ciągu kilku dni wszystkie priorytety życiowe mogą się zmienić. Nie ma tutaj nic co by mnie trzymało, nie mam pracy, chłopaka. Wiec wracam do rodziny. Bo teraz rodzina jest tym czego potrzebuje


______________________________________________________________________
Krótki, słaby. 
Przepraszam za opóźnienia. 
Wcześniej dodawałyśmy rozdziały na zmianę z drugą autorką. Ale tym razem nawaliła i to mój drugi rozdział z rzędu. Możliwe, że będę pisać to opowiadanie sama. 
Przykro mi, że musiałyście tak długo czekać. 

15 komentarzy=zaczynam pisać 13 rozdział! 
JESZCZE RAZ PRZEPRASZAM. 

niedziela, 6 kwietnia 2014

(11): Being alone, all alone

Sąd składzie następującym: Przewodniczący: Thomas Black Protokolant : Brad Friend po rozpoznaniu w dniu 15 stycznia 2014 roku w Los Angeles na rozprawie sprawy z powództwa J. B. przeciwko K. J. o spowodowanie uszczerbków na zdrowiu I. oddala powództwo w całości, II. kosztami sądowymi w całości obciąża powoda, zaliczając mu na poczet tego uiszczoną opłatę III. oskarżona ma roczny zakaz wykonywania swojego zawodu tak jak i cała załoga feralnego lotu. 

Kamień spadł mi z serca gdy usłyszałam wyrok. Na mojej twarzy od razu zagościł wielki uśmiech. Przejechałam wzrokiem po całej sali  prawie wszyscy patrzyli na mnie z uśmiechem. Większość osób tutaj zeznawało na moją korzyść co mnie bardzo zdziwiło. Nawet przyjaciele Biebera nie wskazywali stu procentowo mojej winy. To chyba go bardzo rozzłościło bo siedział chowając twarz w dłoniach. Nie patrząc na nikogo. Zapewne oczekiwał, że dostanę jeszcze surowszą karę. Na, którą nie zasługiwałam. Całą rozprawę pod względem wyrazu twarzy gwiazdora mogę podzielić na dwie części. Przed moimi zeznaniami i po nich. Na początku ciągle posyłaliśmy sobie mordercze spojrzenia, dopiero po moich słowach jego wzrok złagodniał.  Wiem, ze powinnam powiedzieć całą prawdę. Że Justin rozbił lustro i się pociął, że sam doprowadził do transfuzji krwi. Ale ciągle w głowie miałam przeprosiny jego mamy, jego pytanie czy obiecuje, że to zostanie między nami. Obiecałam mu to, nie mogłam tak po prostu wyznać ten sekret. Chociaż słysząc jak kłamie ledwo się powstrzymałam. Wymyślił historyjkę, w której bolała go głowa i ja podałam mu lekarstwo nie ze sterylizowaną igłą. Chciałam w tym momencie po prostu wstać i dać mu w twarz. Ale udało mi się uspokoić i wymyślić co mogło się wydarzyć. Tak składanie fałszywych zeznań jest karalne wiem. Więc niech będzie taka wersja, ze Justin zemdlał w łazience spadając na lustro. Drobinki szkła wbiły się w jego rękę przez co doszło do zakażenia. Stephanie potwierdziła to, iż lustro było stłuczone. Wujek potwierdził zadrapania na ręce, więc udało mi się. Mama Justina przytulała mnie i dziękowała za to, że nie powiedziałam całej prawdy. Na Sali było dość dużo reporterów co zniszczyło by nazwisko gwiazdy. Fajnie było by mieć szanse jeszcze z nim pogadać, kiedy opadną już wszystkie emocje. Wyjaśnić całą sytuację. Widziałam, jak po rozprawie chłopak widocznie próbował mnie znaleźć. Ale gdy tylko nasze spojrzenia się spotkały pokazałam mu telefon i odeszłam z Chrisem. 

Po powrocie, spakowałam się i Chris pojechał zrobić to samo. Postanowiliśmy pojechać na kilka dni do moich rodziców, by odpocząć od tego wszystkiego. Spakowałam wszystkie potrzebne rzeczy. Schowałam do torebki trochę słodyczy na drogę i koło 18 rozpoczęliśmy naszą podróż do Las Vegas. Mimo tego, że widziałam się z rodzicami kilka dni temu, cieszyłam się, że będziemy mogli się znowu spotkać. Tęskniłam za Las Vegas. Spędziłam tam najlepsze lata mojego życia, pierwszą miłość, całe dzieciństwo. Myślę, że zawsze będę chciała wracać do tamtego miejsca. 

Mając niecałe 20 lat, postanowiłam się przeprowadzić do LA. Znalazłam sobie pracę i wygodniej było mi żyć w Kalifornii. Na początku ciężko było się przyzwyczaić, że nie ma przy mnie najbliższych. Ale wtedy poznałam Chrisa. To było jak uderzenie pioruna. Nie minęło kilka dni a już byliśmy razem.  Poznawaliśmy się wzajemnie. Nie było czasu na zastanowienie. Wydawało nam się, że jesteśmy dla siebie stworzeni, że czekaliśmy na siebie całe życie i moja przeprowadzka jest przeznaczeniem. Jest ze mną zawsze kiedy go potrzebuje. Mogę liczyć na niego a on na mnie. Myślę, że właśnie tego potrzebowałam. Dzięki niemu moje życie w obcym mieście stało się świetną zabawą. 
Droga dłużyła nam się niesamowicie. 6 godzin wydawało się trwać wieczność. Zmęczenie dawało o sobie znać. Już w połowie drogi ucięłam sobie drzemkę. Chciałam nawet zaproponować nocleg w jakimś motelu, ale Chris się uparł, że on chce jeszcze dzisiaj dojechać. Zrezygnowana opadłam na siedzenie. Jego telefon ciągle wibrował co wprowadzało mnie w stan irytacji. On ciągle przystawał na wersji ze jego młodsza siostra bawi się telefonem. Ze znudzeniem wpatrywałam się w krajobraz, który nas otaczał i zasnęłam znowu.
Obudził mnie dźwięk telefonu. Zdezorientowana rozejrzałam się dookoła siebie. Staliśmy na parkingu stacji benzynowej ale Chrisa nie było w aucie. Telefon leżący na fotelu kierowcy wibrował. Urządzenie mojego chłopaka wskazujące jedną nieprzeczytaną wiadomość od „Kate”. Nie zastanawiając się dłużej otworzyłam ją. Wyświetliła mi się cała konwersacja. 
Kate dziś o 17 34 „Tęsknię za tobą misiu”
Chris dziś o 17 36 „Ja za tobą tez kochanie, ale spotkamy się dopiero za kilka dni”
Kate dziś o 17 37 ”Dlaczego?  : (((( „
Chirs dziś o 17 39 „Wyjeżdżam z Kimberlly do Las Vegas, miała teraz ciężki czas.”
Kate dziś o 17 40 „Znowu ona staje między nami”
Chris dziś o 17 41 „Skarbie wiesz, że jestem do niej przywiązany. Ale tylko Ciebie kocham. Wynagrodzę Ci to po powrocie. Spędzimy kilka dni sam na sam w moim mieszkaniu :>”
Nie mogąc znieść kolejnych wiadomości otworzyłam drzwi i rzuciłam telefonem o ziemie. Mając nadzieje, że ekran rozpadnie się na malutkie części. Stanęłam na równe nogi podchodząc do bagażnika. Nie mogłam powstrzymać wypływających łez. Wyciągnęłam walizkę chłopaka, kładąc ją obok telefonu. Usiadłam na miejscu kierowcy i odjechałam. Nie wiedziałam, w którym kierunku jechać. Na szczęście gps od razu pokazał mi drogę. Moja głowa nie potrafiła zmieścić w sobie wszystkich informacji. Nie dochodziło do mnie to co się wydarzyło. Chris mnie zdradza. Myślałam, że on jest tym jedynym. Że tylko jego potrzebuje. Zegar wskazywał godzinę 22, do Las Vegas zostało mi 50 km. W tym samym momencie telefon wydał z siebie dźwięk mojej ulubionej piosenki. Byłam przekonana, że to Chris. Ale znaki na ekranie wcale nie tworzyły jego imienia. Znajdując się na mało ruchliwej drodze zjechałam na pobocze i łapiąc oddech odebrałam. Nie potrafiłam wydusić z siebie żadnego słowa. A mój towarzysz chyba nie zauważył, ze nie odrzuciłam połączenia.
- Halo Kimberlly jesteś tam?- Odezwał się jako pierwszy. Jego głos był niepewny. A ja próbując się opanować, wywołałam jeszcze większą rozpacz. 
- Czego chcesz?– powiedziałam ostro starając się ukryć ciche łkanie. 
- Co się stało Kim, dlaczego płaczesz?- nie udało się. Westchnęłam głośno łapiąc oddech.
- Nic się nie stało Justin- liczyłam na to, że odpuści. Mówiłam wcześniej, że mam ochotę z nim pogadać. Cofam te słowa. 
- Nie jestem głupi. Powiedz mi co jest. Pomogę Ci
- Nie, nie możesz mi pomóc. Daj mi święty spokój, wiesz teraz mi trochę głupio, że nie pozwoliłam Ci zrobić tego co chciałeś. Bo ja teraz sama mam na to ochotę i mam nadzieje, że nikt mnie nie powstrzyma- nie mogłam już wytrzymać. To wszystko uderzało, ze mną ze zdwojoną siłą. Miałam dość życia. Życie chce mnie zniszczyć. Chce sprawić, że jedyne co będę chciała to umrzeć. 
Analizując. Nie mam pracy. Nie mam chłopaka. Nie mam nic. A nie przepraszam. Mam wroga czytaj Justina Biebera.
Chce być sama. Zupełnie sama.

 _______________________________________________

Rozdział napisany kilka minut temu. Mam nadzieje, że jest okej. Ciągle się coś dzieje, nie wiem czy to dobrze :)

Pod ostatnim tylko dziewięć komentarzy, co się stało z osiemnastoma? Haha chyba nie będę już was chwalić. Więc pod tym liczę na więcej! 
Została stworzona strona "Informowani"  posiadająca osoby powiadamiane o rozdziałach. Jeśli chcesz być informowany napisz tutaj lub tam :)

Do następnego!

15 KOMENTARZY=12 ROZDZIAŁ

niedziela, 30 marca 2014

(10): You’re just like them

 (…) Stałam jak wryta. Głosy innych obijały mi się tylko o uszy, nie docierając do mózgu. Czy można zrobić coś takiego, aby zemścić się za brak zainteresowania?
Wszyscy patrzyli na mnie jakbym na prawdę była wszystkiemu winna. Sama zaczynałam wierzyć, ze to przeze mnie. Nie miałam już ochoty prosić i przekonywać szefa, aby ponownie przyjął mnie do pracy. I tak znajdowałam się na przegranej pozycji. Wybiegłam z pomieszczenia, słysząc głos kierownika: 
-Do zobaczenia w sądzie! – roztrzęsiona wpadłam do samochodu. Nie potrafiąc opanować swoich nerwów poczułam jak łzy zaczynają spływać po moich policzkach. Starając się opanować odpaliłam samochód i pojechałam w stronę domu. 
W skrzynce na listy czekało już na mnie wezwanie do sądu. Czym prędzej otworzyłam list i zaczęłam czytać. Rozprawa miała odbyć się jutro o 15. To dość szybko. Na ogół takie rozprawy nie mają miejsca tak szybko. No ale tak jeśli jest się sławnym to nie ma żadnych przeciwwskazań do zmian obyczajów. Najlepszym faktem było to, że zostałam oskarżona w dwóch sprawach. Jak członek załogi, za brak bezpieczeństwa na pokładzie oraz o spowodowanie uszczerbku na zdrowiu Justina Biebera. To wszystko chyba jakiś żart! Po chwili usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Chris. Kompletnie zapomniałam, że mieliśmy wybrać się razem na kawę. 
- Hej Kim, gdzie jesteś? Czekam na Ciebie już 15 minut, czy coś się stało?- zamknęłam skrzynkę, włożyłam list do torebki  i jak najszybciej skierowałam się w stronę wejścia do domu. 
- Chris bardzo Cie przepraszam, będę dosłownie za 10 minut i wszystko Ci wyjaśnię.- Nie czekając już na jego odpowiedz rozłączyłam się wkładając wrzucając telefon do kieszeni. Napiłam się wody, która leżała na szafce, spojrzałam w lustro, poprawiając szybko włosy i pobiegłam do samochodu. Po 7 minutach byłam już w naszej ulubionej restauracji. Chris nie był zbytnio zadowolony, jednak przytulił mnie na przywitanie, ale jego uśmiech był trochę sztuczny. 
- A więc, co jest powodem Twojego spóźnienia moja droga? 
- Proszę- powiedziałam, podając Chrisowi wezwanie do sądu. Chłopak zaczął czytać, nie odwracając wzroku od kartki. W między czasie przy naszym stoliku znalazł się kelner więc zamówiłam kawę.
- Nie martw się Kim, przecież nie jesteś niczemu winna, kompletnie nie powinnaś się przejmować. Zrobiłaś co było w twojej mocy. Nie możesz panować nad wszystkim- Chris odłożył kartkę i złapał moją dłoń położoną na stoliku. Pogładził ją kciukiem co zmieniło mój smutny wyraz twarzy.
 - Ale ja jeszcze nigdy nie odpowiadałam przed sądem Chris. Strasznie się boję. Nawet nie wiem jak się zachować- odpowiedziałam, z nadzieją, że chłopak da mi cenne wskazówki, że pomoże mi odnaleźć się w tej sytuacji.
 - Musisz być bardzo pewna siebie i pewna tego, ze nie jesteś niczemu winna. Mów prawdę i tylko prawdę. To wystarczy- odrzekł chłopak, patrząc mi głęboko w oczy, jakby starając się dodać mi otuchy. 
- Skoro tak, to muszę coś pierwsze powiedzieć Tobie- chłopak spojrzał na mnie nieco z dziwną, a zarazem przerażoną miną – a więc całej tej sytuacji jest winne to, że odrzuciłam jego uczucie i nie chciałam się z nim kontaktować. Bo widzisz kocham Ciebie i za nic w świecie Cię nie zostawię, nawet dla Justina Biebera.
-Kocham Cie Kim i o nic się nie martw, wezmę wolne i będę tam jutro z Tobą. A i jeszcze jedno. Musimy załatwić Ci dobrego adwokata, ale tym to już się osobiście zajmę. A teraz jedźmy do Ciebie i obejrzyjmy jakiś film, odprężymy się - odpowiedział chłopak, uśmiechając się najszczerzej w świecie i całując mnie w dłoń.
Odwzajemniłam uśmiech, wstając z krzesła i udając się w kierunku drzwi. Ucieszyłam się, ze nie muszę siedzieć sama w domu i myśleć o jutrzejszym dniu. Próbowałam chociaż przez chwilę zapomnieć o moich wszystkim problemach, bez Chrisa obok mnie byłoby to całkowicie niemożliwe. Teraz już byłam całkowicie pewna, ze dokonałam dobrego wyboru miedzy Chrisem , a Justinem. Wieczorem wpadłam na pomysł, że wujek może mi pomóc wyjść z opresji. W końcu widział stan Justina w szpitalu. Zadzwoniłam do niego i zgodził się być świadkiem w mojej sprawie.
Ku zdziwieniu mojemu przespałam całą noc i po przebudzeniu czułam się dosyć dobrze. Na zegarku była już 10. Poszłam więc do kuchni, aby zrobić jakieś porządne śniadanie i kawę. Zaś Chris dzwonił do swojego najlepszego kolegi, pracującego w sądzie, z prośbą o dobrego adwokata. Wszystko poszło zgodnie z naszą myślą. Adwokat miał się ze mną spotkać 30 minut przed rozprawą. Odczuwałam lekki stres, ale w porównaniu do wczorajszego dnia, był on zupełnie nieodczuwalny. Patrząc na Chrisa uśmiechającego się do mnie i mając świadomość, ze posiadam dobrego adwokata, czułam, że wszystko będzie w porządku, jednak z drugiej strony myśl, że oskarża mnie sam Justin Bieber powodowała iż na starcie jestem przegrana. Najbardziej jednak przerażało mnie to, że zobaczę ludzi z pracy, którzy całą winę będą kierować w moją stronę. Uff! Dobra Kim. Trzeba myśleć pozytywnie i dać z siebie wszystko! Godziny mijały coraz szybciej. Chris pojechał do domu się przebrać i miał przyjechać po mnie o 14. Miałam więc godzinę, aby się ogarnąć. Wygląd w tym momencie był dla mnie dosyć ważny. Zawsze odpowiedni strój, makijaż i fryzura dodawały mi pewności siebie. Postanowiłam więc ubrać się wygodnie, lecz dość elegancko, zrobiłam make up i wyprostowałam włosy. Na zegarku była już 14. Chris czekał już pod moim domem. Założyłam czarne szpilki, wzięłam małą kopertówkę i wyszłam z domu.
 - Jeżeli sędzia będzie mężczyzną na pewno wygrasz tę rozprawę- zażartował Chris, na widok mnie wsiadającej do samochodu. Czułam jego wzrok wędrujący po całej mojej sylwetce. 
- Właśnie mam taką nadzieję- odpowiedziałam, całując chłopaka w policzek. Droga do sądu minęła w dosyć pozytywnym nastroju. Jednak kiedy stanęłam, przed budynkiem nie było już tak wesoło. Przed wejściem czekał już nam mnie mój adwokat. Przedstawiłam mu całą sytuację dość jasno. Nie przejmowałam się tym, iż obiecałam Justinowi, że sytuacja, która zaszła na pokładzie zostanie między nami. On nie powinien się tak zachowywać. Nie miał  prawa oskarżać mnie o to, że uratowałam mu życie. O to, że on postanowił się pociąć i skończyć ze sobą.. Kiedy tylko zacznę myśleć o tych wydarzeniach staję się tak zła i wkurzona głównie na samą siebie, że nie wiem co mam robić. Jego postawa sprawiała, że mam ochotę krzyczeć. Chciałabym stanąć przed nim i krzyknąć do niego, że jest jak wszystkie inne gwiazdy. Jest wart tego całego świata showbiznesu. Stojąc pod sądem zauważyłam jak Khalil, Lil Za, Ryan, Justin i masa nieznanych przeze mnie osób wchodzi do środka. Popatrzyłam na nich z obrzydzeniem i po chwili ja również kierowałam się do Sali rozpraw.  Na korytarzu zaczepiła mnie kobieta, którą kojarzyłam ze szpitala. 
- Kimberlly ja chce Cię przeprosić za Justina. Ja znam całą sytuację bo powiedział mi o tym jeszcze jak leżał w szpitalu. Dziękuje, że uratowałaś mu życie. Wiem, że on teraz zachowuje się nieznośnie. Próbowałam z nim porozmawiać. Jakoś dotrzeć do jego rozumu, ale to na nic. Uparł się i chce postawić na swoim. Przepraszam- zanim zdążyłam wydusić z siebie jakiekolwiek słowo ona już wchodziła na salę. Rozejrzałam się dookoła wzięłam głęboki oddech i ruszyłam przed siebie.
Muszę walczyć o swoje. Nie poddam się. 

__________________________________________________________

PRZEPRASZAMY, ŻE DOPIERO DZISIAJ. 
Dziękujemy za komentarze i wyświetlenia!